niedziela, 14 kwietnia 2013

papryka z duszonymi warzywami

Uwielbiam paprykę. Mogę ją jeść w każdej postaci o każdej porze roku. Surową, duszoną, pieczoną, konserwową. W sobotnie popołudnie przygotowałam coś wyjątkowego - paprykę faszerowaną. Przygotowanie potrawy zajmuje około 2 godzin i jest czystą przyjemnością, tym bardziej, że na obiad zaprosiłam przyjaciół.
Przyznam się szczerze, że trochę zaniedbałam się w gotowaniu a wszystkiemu winny jest notoryczny brak czasu, przedłużająca się zima i chroniczna senność. Ale wiedziałam, liczyłam, że w sobotę będzie dużo lepiej :) I mimo popołudniowego, ciepłego deszczu, było.


składniki:

6 papryk średniej wielkości, ze stabilną podstawą
20 dkg łuskanego ziarna pszenicy
80 dkg pieczarek
3 ogórki kiszone na liściach dębu (Krakowski Kredens)
1/2 cukinii
1 duża cebula
1 mała papryczka chili
3 ząbki czosnku
oliwa z oliwek
pietruszka zielona
szczypiorek
koperek
sól, pieprz, słodka papryka do smaku
żółty ser otarty

przygotowanie:

Ziarno pszenicy moczymy przez 2 godziny w zimnej wodzie. Potem gotujemy na małym ogniu do momentu napęcznienia ziaren. Paprykę myjemy, odcinamy górę, usuwamy ziarenka. Posiekaną cebulę i czosnek podsmażamy na oliwie, dodajemy obrane i pokrojone w talarki pieczarki. Cukinię kroimy w półtalarki i dodajemy do już poddusznych pieczarek. Kroimy ogórek i papryczkę chili, dodajemy do warzyw. Na samym końcu dodajemy ugotowane ziarno pszenicy, zieleninę i przyprawy. Faszerujemy paprykę, posypujemy ją startym żółtym serem, zakładamy " paprykowy kapelusz", polewamy paprykę oliwą i wstawiamy do pieca nagrzanego do 180 st.C na ok. 20 - 30 minut.






Do części przygotowanego farszu z warzyw, dla tych, którzy jedzą mięso, dodałam duszoną wołowinę. Smacznie.

czwartek, 24 stycznia 2013

racuchy


Za oknem trochę przyjemniej. Śnieg przykrył błoto, mróz zamienił chlapę w lód. Zjeżdżałam wczoraj w wąwozie na plastikowych jabłkach. Taki mały powrót do dzieciństwa. Po szaleństwach na śniegu aromatyczna herbata należała mi się jak nigdy dotąd. I racuchy. Puszyste drożdżowe ciasto z kawałkami jabłka. Posypane delikatnym pudrem, polane musem malinowym.


niedziela, 20 stycznia 2013

zima

Już dawno po świętach, wiem. Już mi mówicie, że czas się dla mnie zatrzymał. Tak jakby się zatrzymał. Jest zimno, przenikliwie zimno. Gotuję. Dużo kaszy, kapusty, buraczków i naleśników. To dla mnie zimowy standard. I jeszcze dużo herbaty z pomarańczą i sokiem malinowym. Nie wychodzę z domu prawie wcale. Tylko do pracy i do kina ale to raczej oczywiste. Byle by jakoś przetrwać.


***Wake me up in July
Lick the snow from my eyes
Underneath the blue sky
All I need is my bike
Wake me up in July
Lick the snow from my eyes
We woke to catch the shooting stars
On the blackboard night sky***









Gołąbki, bułeczki, ciasto czekoladowe, sałaty... Krakowski Kredens. Ten ostatni to cudny prezent na Nowy Rok. Pięknie zapakowana paczka w niej kostki marcypanowe, wiśnie w czekoladzie, orzechówka, miód w kilku odsłonach, czekolada z fiolkami.... Pyszności. Piękne pyszności.

niedziela, 9 grudnia 2012

makaron ze świeżym szpinakiem i suszonymi pomidorami

Długo nie gotowałam. Nie miałam czasu nic a nic. Mało jadłam, do ostatniej wizyty u Pani Basi i pogrożenia palcem. Było mi zimno, śpiąco i drażliwie. Okazało się, że to nie tylko zwykłe przemęczenie, ale moje "niejedzenie" spowodowało znaczny spadek tkanki tłuszczowej w organizmie. Aż do 9% (norma to ok. 12-14%). Trochę się przestraszyłam i zaczęłam dosłownie zjadać kotlety. Zjadłam dwa i nie mogę więcej... Postanowiłam znaleźć czas na gotowanie.
Zamarzyłam o makaronie z semoliny pszennej. Mniam! Jest w szafce, wiec nie trzeba iść do sklepu! Miałam także świeży szpinak, który delikatnie udusiłam na masełku z czosnkiem. Dodałam suszone pomidory i trochę podstawowych przypraw (pieprz, sól, papryczka chili). Wymieszałam z makaronem, dodałam świeżo otarty parmezan, bazylię i kiełki z rzodkiewki. I jest! I jakie pyszne!






Koleżanka poleciła mi jeść ziarno owsa. Nie miałam jeszcze czasu się za tym rozejrzeć, ale mam nadzieję, że moje zaległości kulinarne powoli będę nadrabiać. W szafce mam jeszcze zaległą czerwona soczewicę, którą kupiłam na zupę. Ach, kiedy ja się ogarnę?! Może na Święta??